16 – SIERPNIA – CZWARTEK – 2017 – ROK Jak przyjechałem do Dąbrowicy na drugi turnus to już było słychać granie na gitarze w naszym parku. Piękna była pogoda, nie za gorąco w sam raz. Były prawie te same twarze osób niepełnosprawnych. Bo zostało wolnych parę miejsc i oczywiście kto chciał, i kto miał na to ochotę ten mógł, przyjechać sobie jeszcze raz na turnus i na cieszyć się tą Dąbrowicką atmosferą. Ja oczywiście cieszyłem się, że mi udało się przyjechać na ten drugi turnus. tym większa była moja uciecha, , że straciłem już nadzieje, że przyjadę jeszcze raz, do Dąbrowicy aż tu taka niespodzianka, że jest taka możliwość być na drugim turnusie. Cieszyłem się i to bardzo, i tą radością chciałem podzielić się z wszystkimi. Oczywiście były także nowi uczestnicy pośród osób niepełnosprawnych, jak także wolontariuszy. Była grupa nowych diakonów, na tym turnusie były obie siostry zakonne. A były to Siostra .Sancja i Siostra. Paula z jakiego za21105898_1456239307757681_7628631247104546641_nkonu one były ja nie wiem. Ale dobrze opiekowały się nami tak z sercem. Jeszcze ładnie grały na gitarze. One jakoś dobrze tak wczuły się w Dąbrowicki klimat. Potem poznałem diakona. Paa A jak my się poznaliśmy, ja czekałScan — kopiaem na spowiedź przed Zachrystią. A on przyszedł i coś powiedział żartobliwego a ja zaśmiałem się i też zażartowałem. Powiedziałem coś na swoich literkach, że fajny jesteś. Zrobiło się mi jakoś tak niezręcznie gdy na niego powiedziałem. Ty, przecież, to przyszły ksiądz i. Zacząłem go przepraszać, że się tak niestosownie zachowałem należy się do niego mówić księże diakonie. Ale tu w Dąbrowicy nikt nie zwracał na to uwagi jak kto na kogo mówił. Czy to był opiekujący się, a także podopieczny wszyscy byliśmy dla siebie równi i mili. Na drugim turnusie mieszkałem w pokoju 7 tradycyjnie z Januszem.

Ten Janusz poruszał się na wózku miał niewładne nogi. My z Januszem w Dąbrowicy mieszkaliśmy prawie, co roku w tym samym pokoju. Ale jakoś nie mieliśmy za bardzo dobrego kontaktu z sobą.

17 – SIERPNIA – CZWARTEK – 2017 – ROK

O godzinie – 10 00

Konferencja księdza Bogusia o Maryji, o objawieniach fatimskich w stulecie tych objawień. Po obiedzie wszyscy graliśmy i śpiewaliśmy na świeżym powietrzu. Diakon Paweł miał akordeon i na tym akordeonie nam przygrywał.

Dziś jest wiele odwiedzin, odwiedziła nas była wolontariuszka Sandra, którą tak bardzo lubimy i ona nas też bardzo lubi. Jak przyjedzie do Dąbrowicy to nikogo nie ominie, żeby nie porozmawiać, chociaż zamienić parę słów- taka jest Sandra. A jeszcze do tego bardzo żartobliwa i pogodna. Dziś też odwiedziła mnie wolontariuszka Gosia, która była na pierwszym turnusie.

Bardzo polubiłem ją. To ta z którą czytaliśmy ten mój wiersz. Ja chciałem żeby Gosia poszła ze mną na tę ławkę koło kościoła i przeczytała mi jeszcze raz ten mój wiersz. Chciałem przeżyć jeszcze raz te piękne chwile. Ale jakoś nie udało się, bo wszyscy też chcieli zobaczyć się z Gosią i porozmawiać

Po kolacji Kasia odwiedziła mnie i też Ksiądz Tomasz Niedziałek. Z którym my się dobrze znamy od wielu już lat. A poznaliśmy się, na pierwszej mojej Dąbrowicy gdy on był jeszcze diakonem, i był w roli wolontariusza i pomagał mi. Te dawne chwile.

wspominamy, aż do dziś gdy się spotykamy. My z księdzem Tomaszem rozmawialiśmy, o starych czasach, ja się trochę wyżaliłem , co mnie bardzo boli. Każdy człowiek chyba chce się komuś wygadać się, co mu dolega nawet ten niepełnosprawny o swoim życiu. A ten drugi człowiek, żeby

powiedział rozumiem Cie jakie to jest budujące dla człowieka chorego.

Na dyskotece wolontariusze mnie zmusili żebym zaczął tańczyć. Nie na poważnie, tylko z dobrego serca oczywiście. A mówili tak, Andrzeju nie daj się prosić tylko choć do tańca. Najfajniejszy chyba był taniec „Jedzie pociąg z daleka”. My wszyscy braliśmy udział w tym tańcu. A ja na samym przedzie na swoim elektrycznym wózku, a za mną cała grupa osób tańczących.

 

 

18 – SIERPNIA – PIĄTEK – 2017 – ROK

Dziś nic szczególnego się nie wydarzyło były spacery, i ładne wolontariuszki na tych spacerach z nami spacerowały. Wszystkie były bardzo szczęśliwe.

O godzinie- 19 30

Była droga krzyżowa. To nabożeństwo było piękne jak zawsze w Dąbrowicy. To był stały punkt każdego turnusu.

19 – SIERPNIA – SOBOTA – 2017 – ROK

O godzinie – 10 – 30

jak na pierwszym turnusie, przyjechała do nas Julia i pytała nas o czym chcemy zrobić spektakl. Julia nam zaproponowała żebyśmy się podzielili na kilka grup, i wymyślili temat do spektaklu.

W każdej grupie nas było po kilka osób plus wolontariusz, który pomagał komu było trzeba, na przykład mówić.

Nasza grupa gdzie ja byłem, mówiła o tym, że niepełnosprawny człowiek nie jest akceptowany w domach pomocy.

Ten temat był dla mnie bliski, bo dobrze znam sytuacje jaka w takich domach panuje. Bo już mieszkam od kilkunastu lat w tych domach. Chciałem naświetlić ten problem, jak żyje się osobom niepełnosprawnym w takich domach.

Mam kilka moich przemyśl na ten temat. A żyje się niełatwo temu niepełnosprawnemu człowiekowi. Tak to można powiedzieć. Taki niepełnosprawny człowiek, bardzo często nie jest akceptowany przez te środowisko nawet ostre słowa pod jego adresem.

Chociaż nie wiadomo jakby on starał się być dobry dla ludzi, i tak nie zostanie zaakceptowany przez mieszkańców. Czasami zastanawiam się dlaczego tak jest?

Jak patrzę na tych ludzi, to myślę sobie z jakiego powodu oni są tacy złośliwi. Trudno mi na ten temat coś powiedzieć tak prawdziwie. Czy jest to spowodowane swoją chorobą, że człowiek jest już stary i schorowany, i dlatego tak traktuje, jak traktuje.

A przecież My wszyscy powinnyśmy się wspierać. W takich domach pomocy gdzie przyszło nam żyć. Nie utrudniać jeszcze bardziej sobie życia jakimiś niepotrzebnymi słowami , ani złośliwymi czynami. Takie jest moje zdanie na ten temat o domach pomocy

O godzinie – 19 – 30

Był film zatytułowany Chata” ten film opowiadał o tym po co jest nasze cierpienie. Tam pokazane było o małej dziewczynce która umarła.

Tato mi żal do Pana Boga dlaczego umarła córka, nie chciał pogodzić się z tym. Śmierć córki polepszyła relacje mężczyzny z Panem Bogiem.

My też zachowujemy się jak ten mężczyzna, gdy nas spotyka jakieś cierpienie wtedy mamy żal do Pana Boga zadajemy Bogu takie pytanie dlaczego właśnie ja. Przecież nic takiego człowiek nie zawinił.

Ale Bóg ma jakiś plan co do nas. Może Bóg już wie jakimi mogliśmy być, gdyby byliśmy sprawnymi ludźmi. Gdybym był sprawny może jakieś tam popełnił grzech. Właśnie Bóg daje tę niesprawność i ograniczenie życiowe, żeby człowiek nie popełniał tego grzechu. Ja tak myślę.

Ten film spodobał się mi, i poprosiłem księdza Bogusia, żeby kupił mi ten film na płycie.

20 – 08 – 2017 – ROK – NIEDZIELA

dziś pada deszcz od rana, pogoda jest nie turnusowa. Trudno było pójść do kościoła.

Po obiedzie była koronka do miłosierdzia bożego Karolina tak pięknie czytała, taki fragment, z dzienniczka świętej siostry faustyny kowalskiej.

Ten fragment był w jakim sensie o mnie, i opowiadał o moim codziennym życiu. Gdy ja tak słuchałem tego dzienniczka. Jak Karolina czytała to bardzo się wzruszyłem aż się rozpłakałem, a ten fragment jest taki

Zrozumiałam, że w pewnych i najcięższych momentach będę sama, opuszczona od wszystkich, i muszę czoło stawić wszystkim burzom i walczyć całą mocą duszy nawet z tymi, od których się spodziewałam pomocy. Ale nie jestem sama, bo jest ze mną Jezus, z Nim nie lękam się niczego. Dobrze sobie zdaję sprawę ze wszystkiego i wiem, czego Bóg ode mnie żąda. Cierpienie, wzgarda, pośmiewisko, prześladowanie, upokorzenie będzie stałym udziałem moim, nie znam innej drogi; za szczerą miłość – niewdzięczność. Taka jest ścieżka moja, wydeptana śladami Jezusa. Jezu mój, siło moja i jedyna nadziejo moja, w Tobie jednym cała nadzieja moja; ufność moja nie będzie zawiedziona

Wcale nie wstydziłem się swoich wzruszeń, a nawet płaczu. Bo dobrze wiedziałem, że tu w Dąbrowicy jest tak, że każdy każdego starał się zrozumieć i pocieszyć. Gdy było już po koronce a ja pod wzruszeniem byłem jeszcze tych słów to wszyscy zaczęli, mnie pocieszać.

A diakon Mirek tak mi powiedział” gdy się dowiedziałem, że będę tobą opiekować się to wtedy bardzo przeraziłem się czy sobie poradzę, z to opieką ale jesteś normalnym człowiekiem „ .

Ja chce jeszcze raz zastanowić się nad naszym tym problemem, ludzi niepełnosprawnych o którym pisałem w swoich pamiętnikach wiele razy. Mnie do tego zmotywowało wypowiedź diakona Mirka.

Dlaczego niektórzy ludzie tak boją się nas panicznie i unikają, aby nie spotkać się z niepełnosprawnym człowiekiem jeżdżącym na wózku. A jeszcze inni traktują nas jak , nienormalnych umysłowo. Tak to można powiedzieć. Dlaczego tak jest? Przecież w naszym społeczeństwie żyją osoby niepełnosprawne. Każdy z nas chciałby być akceptowany przez ludzi i traktowany normalnie, jak każdy inny człowiek. Ale w rzeczywistości niestety tak nie jest. Jesteśmy skazani, na czyjąś pomoc i łaskę.

Dla nas ludzi niepełnosprawnych dobrze, że są organizowane takie wczasorekolekcje. My możemy wyjść z naszego codziennego świata do ludzi.

Powracam do Dąbrowicy, po obiedzie kiedy było już po modlitwach, nadal padał deszcz. Trzeba było, coś z sobą zrobić nie można było siedzieć i się nudzić a szczególnie gdy jest się w Dąbrowicy.

Więc nasi kochani wolontariusze zorganizowali popołudnie przy kawce i przy ciasteczku , czuliśmy się gdzie w jakiej kawiarence to był przedsmak, co potem nastąpi na tym turnusie.

Była dobra muzyka, a śpiewaliśmy dużo dobrych znanych piosenek, a jedną piosenkę śpiewaliśmy najczęściej Rokiczankie

Matko, matko,
Jaśko idzie!

W moim ogrodecku rośnie rozycka
Napój mi Maniusiu mego kunicka

Nie chce, nie napoje, bo sie kunia boje
Bo sie kunia boje, bom jesce młoda

Nie chce nie napoi, bo sie kunia boi
Bo sie kunia boi, bo jesce młoda
/2x

W moim ogrodecku rośnie rozmaryn
Powiedz mi Maniusiu, kto cie omamił?
Jasieńkowe ocka, jasieńkowe ocka
Bo sie w mojem sercu tak zakochały

Jasieńkowe ocka, jasieńkowe ocka
Bo się w jej serdusku tak zakochały
/2x

W moim ogrodecku rośnie jagoda
Powiedz mi Maniusiu, cys byla młoda?
Ja zem była młoda jak w boru jagoda j
Jk w boru jagoda, kochanecku moj

Ona była młoda, jak w boru jagoda
Jak w boru jagoda, kochanecku jej
/2x

W moim ogrodecku rośnie lilija
Powiedz mi Maniusiu, czy będziesz moja
Skąd, że ja mam wiedzieć i tobie powiedzieć
Skąd że ja mam wiedzieć cy mnie mama da

Skąd że ma to wiedzieć i tobie powiedzieć
Skąd, że ma to wiedzieć cy ja mama da
/2x

A potem wspólnie rysowaliśmy, ja nie rysowałem tylko przeglądałem się jak inni rysują, tak to właśnie zleciał nam czas aż do kolacji.

21 – 08 – 2017 – ROK – poniedziałek

Dzisiaj po śniadaniu do mojego pokoju przyszło kilku wolontariuszy na kawę. Bardzo lubię pić kawę a szczególnie w dobrym towarzystwie. Gdy tak zaczęliśmy pić tą kawę to wpadliśmy na taki pomysł, żeby poczytać mojego bloga.

Gdy tak czytaliśmy, to wtedy wolontariuszka Zosia, tak bardzo była wzruszona. Po przeczytaniu mojej historii przyjaźni z Emilem.

To wtedy zrozumiała, że tak naprawdę nie ma problemów, i zrozumiała. Też po co tak naprawdę jest w Dąbrowicy, że zmienianie pampersów Oli kąpanie Gieni. To nie jest najistotniejszy rzecz tutaj.

Podziwiała mnie, jak dobrze znoszę moją chorobę bo widzi, tyle mam siły psychicznej. Zaskoczyła ją moja historia, i wiersze się na lepsze. Chciałaby też pomóc innym dlatego pokaże innym mojego bloga i wróci za rok. By zdrowym pomóc jak żyć. Zrozumiała też, że ten pobyt tutaj potrzebny głównie jest dla jej samej i tym spotkaniem będzie żyła przez następny rok. Dziękuje Andrzej

Mam tu parę zdań na ten temat co wolontariuszka Zosia mi napisała. Napisała, że dobrze znoszę moją chorobę, bo muszę ją znosić, nie mam innego wyboru. Już się przyzwyczaiłem do wózka, nie jest dla mnie problemem.

Jeśli chodzi o moją psychikę, tak prawdę powiedziawszy, tu jest trochę gorzej. Są w moim życiu takie chwile, że jestem nie rozumiany przez niektóre osoby w środowisku gdzie mieszkam, są nawet przykre słowa. A ja nie mogę obronić się, gdyby człowiek mógł mówić to było zupełnie inaczej. Przed różańcem przyjechał do nas Hektor na różaniec i grał przepięknie na gitarze. Taka modlitwa różańcowa jest o wiele piękniejsza, bo każdy z nas mógł włączyć się w śpiew i odmawianie różańca.

22 – 08 – 2017 – ROK – WTOREK

Dzisiaj przyjechał do Dąbrowicy Pan do wózków, żeby nam pokazać parę wózków, i mówili jak to trzeba starać się o dofinansowanie. Każdy z nas był tym tematem bardzo zainteresowany.

Po obiedzie przyjechała Julia i rozgadałem się z nią o swoich trudnych sprawach. Ona mnie wysłuchała jak dobry psycholog, właśnie takiej rozmowy potrzebowałem. Może nic na moje problemy nie zaradziła, ale jest ważne dla człowieka to, żeby ktoś kogoś tak serdecznie wysłuchał i powiedział rozumiem Cię. Jakie dla człowieka to jest ważne i takie ludzkie.

O 19.30 była dyskoteka. My wszyscy się dobrze bawiliśmy. Patrząc na tych wolontariuszy myślałem sobie skąd oni mają tyle siły, żeby po całym dniu takiego opiekowania się nami mieć jeszcze siłę, aby w wieczór z nami potańczyć. Ja podziwiałem ich. U wolontariuszy też były chwile słabości i zmęczenia, a szczególnie pod koniec turnusu. Ale jakoś nie okazywali nam, że są zmęczeni. Chyba dobry Bóg był w ich cudownych sercach i pomagał im.

23 – 08 – 2017 – ŚRODA

Dzisiaj był Arcybiskup Budzik. Msza św. w kościele. Na obiedzie diakon Mirek pokazał mój piękny wiersz Biskupowi. To był dla mnie wielki zaszczyt.

Być pisarzem spoko robota, tak naprawdę do końca nie powiedziałbym, że jest spoko. Wiele trzeba namyśleć się, żeby wyszło ładnie i z sensem. Ale to moje pisarstwo lubię, bo ja pisze nie dla siebie, a dla ludzi. Mogę pisać moje wspomnienia, może ktoś zobaczy i przeczyta moje myśli i wrażenia. Pomimo swojej niepełnosprawności i trudności w pisaniu, ja chcę żeby jak najwięcej osób dowiedziało się o mojej

twórczości pisarskiej nie tylko w Dąbrowicy. Ale jak najwięcej z ludzi poznało, że jest taki niepełnosprawny, co pisze.

O 19.30 była dąbrowicka kawiarenka. Był to najpiękniejszy wieczór tego turnusu, taki nastrojowy. Gdy się zaczynał ten wieczór Karolina z Anią zaśpiewały piosenkę „Kawiarenki”, którą śpiewała Irena Jarocka, żeby wprowadzić nas i całą sale w ten niezwykły klimat tego wieczoru. A śpiewały tak pięknie, z takim wyczuciem, jakby śpiewała sama Irena Jarocka. Światła były, przyciemnione było nastrojowo. A ten wieczór prowadziły dwie wolontariuszki. Były to Karolina i Ania. Obsługiwali nas piękni kelnerzy- diakoni (Dawid i Paweł). Kto chciał mógł poprosić u tych kelnerów o herbatkę i ciasteczko.

Najważniejszym punktem programu było mówienie wierszy. Na środku sali stał stolik obok fotel. Na ten fotel zapraszali te osoby, które chciały powiedzieć wiersz lub zaśpiewać jakąś spokojną piosenkę. Przyszła moja kolej na zaprezentowanie mojej twórczości pisarskiej. Ktoś przeczytał mój wiersz zatytułowany „Moje miejsce”. Mój wiersz opowiadał o Dąbrowicy. Wszystkim bardzo spodobały się moje pamiętniki. Na zakończenie tegoż wieczoru otrzymałem od wolontariuszek podziękowanie za moją twórczość pisarską.

Kiedy mi jest smutno i źle powracam myślą do tamtego spokojnego wieczoru. Bardzo często słucham sobie piosenkę Ireny Jarockiej „Kawiarenki”, i mam przed oczami nas wszystkich osoby niepełnosprawne i wolontariuszy.

Tu się już kończy mój zeszyt z zapiskami jakoś tak wyszło, że nie mam notatek do końca turnusu. Nie pamiętam, co się dalej działo wartego do opisania.

Co prawda ja też nie byłem do końca turnusu, bo musiałem wcześniej wyjechać z Dąbrowicy do domu opieki.

A dlaczego musiałem wcześniej wyjechać? Sytuacja była trocnieprzyjazna dla mnie. Bo turnus kończył się w niedziele, a samochód musiał przejechać po mnie w piątek.

Bardzo chciałem zostać aż do końca turnusu, na wieczór pożegnalny. A przede wszystkim chciałem zostać na ulubionym nabożeństwie jakim jest w Dąbrowicy adoracja Najświętszego Sakramentu. Ta modlitwa właśnie była piątek w wieczór. Gdy się tam modlili, ja byłem z nimi łączyłem się duchowo.

ZAKOŃCZENIE

To już koniec mojej Dąbrowickiej historii którą w kolejnym pamiętniku opisałem. Kto będzie czytać ten mój pamiętnik, niech przypomni sobie te piękne chwile pełne wzruszeń, takich prawdziwych. Może nie w jednym oku zakręci się jakaś łza wspomnień tych chwil.

A może ktoś nowy przeczyta mego bloga, tam są wszystkie moje pamiętniki, i zrozumie jakim jestem człowiekiem. Ja bym z tego bardzo się cieszył gdyby ktoś nowy poznał mnie i moje pisarstwo.

Na zakończenie tegoż pamiętnika, chciałbym podziękować wszystkim tym którzy mi pomogli napisać ten pamiętnik. Na początku dziękuje wolontariuszkom, które tam w Dąbrowicy mi notowały pamiętnik do zeszytu. Było mi łatwiej i dokładniej pisać z tych notatek. Również chce podziękować innym osobom, które mi pomagały i poprawiały słowa, serdecznie dziękuje.

Gdy już będę w tej kochanej mojej Dąbrowicy, będę prosić dobrego Boga o szczęście i zdrowie dla nich

Zakończyć chcę ten mój pamiętnik. Takim o to wierszem, co napisał mi wolontariusz Adam.

Kiedyś stąd odejdę Kiedyś, kiedyś na pewno, zostanie po mnie ślad Ślad, którego nic nie zatrze Zaszumi las, zapłacze niebo Kiedyś nie będę patrzeć przez łzy, Kiedyś opiszę te zwykle, szare dni Kiedyś marzyłem o lepszym świecie o cieple rodziny za którym tak tęsknię Dziś wiem, że to jest możliwe. Czy będzie dane mi żyć i cieszyć się życiem? Czy znów samotnie będę kroczył przez życie